Strony

1 marca 2014

BALSAMY DO UST Z MOJEJ TOREBKI


Jak sama nazwa dzisiejszego posta wskazuje, postanowiłam napisać co nieco o balsamach do ust. Na pewno każda z nas ma takie, które uwielbia i takie, których unika. Przyznaję się bez bicia, że mam takich faworytów kilku i nie rozstaję się z nimi na krok, nawet jak ich noszenie w kurtce bywa czasem nieporęczne. Do balsamów przyciąga nas głównie to, że za ich sprawką nasze usta są miękkie, delikatne i perfekcyjnie nawilżone, a nie suche i popękane, chociaż i tego czasem ciężko uniknąć. Jest jeszcze jedna rzecz, która nas do balsamów przyciąga.... ich smaki i zapachy, które uwielbiamy (przynajmniej ja!). Bez zbędnego przeciągania przedstawiam Wam moich ulubieńców!


Zacznę może od CARMEX'u :)


Zdjęcie : materiały Carmex
Wszechobecny i chyba najbardziej popularny balsam w Polsce. Ja też go stosuję, ale nie zawsze! Carmex jest wg producentów ulubionym produktem większości gwiazd Hollywood i balsamem do ust świetnie radzącym sobie z suchymi kącikami, popękanymi ustami czy opryszczką (o niej ciężko mi napisać, ponieważ nie mam tego typu problemu). Nie wiem co prawda jak wygląda sytuacja z gwiazdami Hollywood, ale co do reszty opisu się zgodzę. Jego kolejną ogromną wg mnie zaletą jest jest to wspaniałe uczucie mrowienia na ustach, które odczuwamy tuż po zastosowaniu. Ja osobiście używam CARMEX jako mojego prywatnego pogotowia ratunkowego do ust, kiedy są bardzo suche bądź kiedy potrzebuję pozbyć się suchych skórek na ustach, wtedy jest on po prostu idealny. Osobiście wolę CARMEX w sztyfcie. W słoiczku jest fajny, ale kiedy zaczyna się kończyć używanie go jest nieporęczne, w szczególności przy długich paznokciach. Nie używam go na co dzień, ponieważ nie lubię jego zapachu.. niestety kojarzy mi się z apteką czy szpitalem, a są to dwa miejsca, których wolałabym za często nie odwiedzać.
MOJA OCENA: -5 (minusik za zapach :))


Następne w kolejce czeka masło do ust NIVEA LIP BUTTER


Zdjęcie : materiały Nivea
Ten zakup był bardzo szybki. Zapomniałam swojego balsamu z domu... zupełnie nie mam pojęcia dlaczego, wbiegłam do pierwszej lepszej drogerii i kupiłam właśnie masło NIVEA. Jestem zachwycona, chociaż ma i zalety i wady ! Niestety. Masełko ma cztery rodzaje. Ja stosowałam jak do tej pory w dwóch wersjach – Carmel Cream oraz Vanilla & Macadamia – i oba bardzo przypadły mi do gustu. Piękny zapach, który przez długi czas czujesz pod noskiem, kremowa konsystencja i długotrwałe uczucie nawilżenia sprawiły, że przez długi czas się z nim nie rozstawałam, ale tak jak pisałam wcześniej dla mnie ma również wady. Pierwszą wadą jest zbytnie roztapiane się pod wpływem temperatury. Zdarzyło mi się trzymać go w ciepłym miejscu i niestety robiła się z niego dość gęsta papka. Drugą wg mnie wadą jest kolor jaki zostawia na ustach, a raczej biała poświata wyglądająca jakbym balsam zmieszała z mąką. Osobiście tego nie lubię, więc używam go głownie w domu, ponieważ nie potrafię rozstać się z tym zapachem Wanilii :)
MOJA OCENA: -4 (za konsystencję)


Przejdźmy teraz do czegoś mniej popularnego i już droższego. Balsam BURT'S BEES!



Zdjęcie : materiały Burt's Bees
BURT'S BEES to amerykańska firma produkująca kosmetyki naturalne. Pierwszy raz spotkałam się z tą firmą, kiedy to dostałam go w prezencie i... od razu go pokochałam! Ja akurat mam taki jak na zdjęciu, czyli z miodem i miętą pieprzową. Ma bardzo gęstą konsystencje, która nie reaguje zbytnio na temperaturę, dlatego jest idealnym towarzyszem na wakacje :) Uczucie, które nam towarzyszy tuż po nałożeniu jest podobne do tego po CARMEX'ie - również czuć delikatne mrowienie. Usta po balsamie są nawilżone i gładkie, a zapach jest wyrazisty i miętowy :)
MOJA OCENA: 5 (dla mnie ideał!)





I ostatnie na dzisiaj. Balsamy, które pokochała Ameryka czyli EOS!


Zdjęcie : materiały EOS

Ogromny plus za opakowanie! Jego dziwny wygląd przypominający jajko, bardzo zwraca uwagę... i to był głównie powód dla, którego się skusiłam na zakup balsamu EOS. Tak jakoś wyszło, że teraz mam je cztery i używam w zależności od humoru :) Opakowania EOS są bardzo praktyczne, balsam świetnie się nakłada bez męczenia z nieporęcznymi słoiczkami.

Balsamy EOS na pewno miały kampanię reklamową, jak żadna inna firma. Jakiś czas temu każdy robił sobie z nimi zdjęcia, a nawet zaobserwować można je było u gwiazd Hollywood.

Miley Cyrus – We can't stop VIDEOCLIP

Jak widać nawet sama Hannah Montana je uwielbia, ale dosyć o gwiazdach, skupmy się na samym balsamie. Nawilżenie... nie jest aż tak mocne i długotrwałe, ale balsam daje doskonałe uczucie świeżości i miękkości ust. Ja osobiście uwielbiam zapach, jak i smak tych balsamów.. a mój chłopak chyba jeszcze bardziej, za co mają ode mnie dodatkowy plusik :) W moich kieszeniach znajdują się smaki: Strawberry Sorbet, Summer Fruit, Lemon Drop i Honeysuckle Honeydew i mam nadzieję że dołączy do nich niedługo wanilia oraz mięta :)
Tak czy siak MOJA OCENA to -5 :) (minusik za nawilżenie)


Dzisiaj to by było na tyle :) Wybalsamowane całusy dla Was, M!