Strony

13 czerwca 2014

LICHTENA NORMA-ACN – TEST KOSMETYKÓW


Jakieś 1,5 tygodnia temu otrzymałam do testów dermokosmetyki marki Lichtena. Mało z Was pewnie wie, ale od jakiś 2 lat zmagam się z trądzikiem, który pojawia się i znika wedle upodobań (głównie pojawia się podczas zimowo-wiosennego przesilenia – wtedy mam naprawdę problem). Mam skórę mieszaną – normalną na policzkach i tłustą w strefie T, a mimo to na policzkach również zaczęły mi kiełkować wypryski. Używałam rożnych środków, brałam nawet antybiotyki, ale umówmy się... ile można katować organizm antybiotykami? Z przyjemnością więc zaczęłam testować serię NORMA-ACN, która ma za zadanie leczyć właśnie tego typu problemy. Muszę przyznać jestem pod ogromnym wrażeniem tej właśnie antytrądzikowej serii, a dlaczego? Czytajcie dalej :)




Zacznę może od opisu i moich spostrzeżeń odnośnie produktów.

LICHTENA NORMA-ACN – Płyn myjący do skóry trądzikowej




Płyn myjący, delikatnie pieniący przeznaczony do skóry trądzikowej. Oczyszcza z nadmiaru sebum bez nadmiernego wysuszania zachowując równowagę hydrolipidowa skóry dzięki specjalnemu systemowi bardzo łagodnych środków powierzchniowo czynnych otrzymanych z lukrecji, oraz składnikom bardzo przyjaznym skórze. Formuła zawiera dwa czynne składniki opracowane o opatentowane przez Dział Badań firmy Giuliani (specjalizujący się w przeciwdziałaniu trądzikowi): Octaderm ®**, który wspomaga odbudowę komórek i AR-GBII®. 


Moje odczucia względem stosowania tego żelu są naprawdę przyjemne. Żel ma co prawda dosyć specyficzny zapach (chyba jak wszystkie dermokosmetyki), ale nie drażniący. Bardzo delikatnie się pieni, jest przyjemny w stosowaniu i nie szczypie w oczy jeżeli przypadkiem na nie nałożymy trochę produktu. Skóra po jego użyciu jest dokładnie oczyszczona, ale miękka i przyjemna w dotyku bez efektu ściągnięcia i przesuszenia. Muszę przyznać podobało mi się stosowanie tego produktu. Jest to chyba pierwszy dermokosmetyczny żel do skóry trądzikowej po którym nie miałam uczucia wysuszonej na wiór skóry, wręcz takiej aż napiętej – bardzo nie lubię tego uczucia, a z tym kosmetykiem pierwszy raz nie miałam tego problemu. Dodatkowo domywa pozostałości makijażu. Naprawdę fajny i chyba już jakiś czas się z nim nie rozstanę. 


Drugim produktem z tej serii jest Pianka Dermokosmetyczna




Wspomagające działanie w formie pianki o lekkiej i delikatnej konsystencji, produkt stworzony do skutecznego przeciwdziałania objawom skóry trądzikowej twarzy i ciała. Produkt zawiera: Octaderm®, ekstrakt z Ajuga reptans w połączeniu z Zincidone, ekstrakt z wierzby, AR-GBII® oraz filtr przeciwsłoneczny SPF 15. 



Bardzo ciekawy produkt. Głównie ciekawy dlatego, ponieważ jest w piance! Nie jest to kolejny krem, tylko można powiedzieć coś ciekawszego :)




Piankę się dobrze aplikuje na skórę. Ma lekką konsystencję. Tuż po aplikacji zostawia taki lekko lepki film na skórze, który po ok 10-15 się wchłania i tak naprawdę nie ma po nim śladu. Pianka nie tylko walczy z trądzikiem, ale też nawilża przez co można zaobserwować lekko błyszczącą poświatę na skórze, która absolutnie nie jest tłusta tylko zwyczajnie delikatnie się świeci prawdopodobnie przez składniki nawilżające zawarte w produkcie. Jeżeli chodzi o zapach... hmm jest odrobinę mocniejszy od żelu i średnio przyjemny, ale nie przeszkadzający w stosowaniu. Po nałożeniu pianki można spokojnie wykonać makijaż. Makijaż się dobrze rozkłada i nie waży pod wpływem produktu. 


Tak prezentuje się cały zestaw:




Produkt testowałam przez 8 dni i ŁAŁ! Jestem w ogromnym szoku jeżeli chodzi o rezultaty. Miałam może nie jakiś ogromny problem ze skórą, ale tworzyły mi się pod skórą wągry oraz takie guzki wypełnione płynem, które czasem były bardzo bolesne i do tego łuszczyła mi się skóra. Długo mnie to po zimie trzymało i w żaden sposób nie mogłam sobie poradzić głównie z czołem. Zaczęłam więc z przyjemnością stosować tą serię i oto rezultaty:

(ta dziura pośrodku mojego czoła to pozostałość po trądziku)



Skóra czoła naprawdę bardzo się wygładziła i nawet zauważyłam zmniejszenie wydzielania się sebum. Z policzków poznikały drobne zaczerwienienia i muszę przyznać, że jak teraz coś próbuje kiełkować na mojej twarzy to od razu zaczyna się wchłaniać zamiast tworzyć drugą czerwona głowę :) Razem ze mną przez te 8 dni produkt testowała moja mama, która miała można powiedzieć pozapychane pory w postaci takich małych guzków pod skora oraz zaczerwienienia i strupki przy szyi. Po tym czasie jej skóra również się wygładziła, większość wągrów/guzków poznikała, a strupki ładnie zaczęły się goić. Jeszcze powiem Wam, że spotkałam się z dwoma osobami, których dzieci w wieku gimnazjalnym używały tego własnie produktu i bardzo mocno hamował objawy trądziku młodzieńczego. Pianka zawiera również filtr przeciwsłoneczny, a producenci zapewniają, że można w trakcie stosowania tego produktu opalać się. Zwracając uwagę na to,  że zaczęły się upalne dni i świeci dosyć ostre słońce - nie stosowałam dodatkowych filtrów na twarz w trakcie testowania i skóra wygląda bardzo ładnie. Nie pojawiły się przebarwienia co oznacza, że faktycznie producent ma rację. Cóż mogę dodać więcej. Jest to chyba najlepszy jak dotąd dermokosmetyk jaki stosowałam. Jestem pod wielkim wrażeniem i w końcu moja skóra zaczęła jakoś wyglądać. Kuracje na pewno będę kontynuować i w końcu bez żadnych obaw zacznę się opalać :) Produkt oceniam na 5+ (mały minusik za zapach - jestem przewrażliwiona na tym punkcie).


Zostały mi jeszcze 3 produkty do przetestowania : seria do delikatnej i wrażliwej skóry oraz spray SPF 50 :) Już zaczęłam testować i niebawem zdam Wam całą relację :) Całusy, M