Strony

18 czerwca 2014

TEST KOSMETYKÓW DO SKÓRY WRAŻLIWEJ ORAZ SPRAYU SPF 50+


Jak już wiecie jakiś czas temu otrzymałam kosmetyki marki Lichtena do testów. Serię anty trądzikową już dla Was przetestowałam i szczerze powiedziawszy wróciłam do jej stosowania. Naprawdę jestem z niej bardzo zadowolona, ale wrócę może do tematu... Zostały mi jeszcze trzy produkty, które przetestowałam i dzisiaj powiem Wam coś więcej na ich temat :) Niestety mam skórę mieszaną i o cudownych właściwościach serii do cery wrażliwej, skłonnej do podrażnień myślałam że będzie troszkę mniej, ale coś w międzyczasie wyskoczyło i materiał przygotował się za mnie :P To zaczynamy!


Zacznę tak jak ostatnio od opisania produktów oraz mojej opinii :)

Płyn myjący do twarzy i ciała Lichtena do skóry delikatnej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień:


Innowacyjny płyn myjący o specjalnej formule do codziennej pielęgnacji i higieny dla skóry delikatnej i wrażliwej, również dziecięcej. Produkt lekko pieniący, zawiera opatentowane delikatne środki powierzchniowo czynne i specjalne składniki (takie jak kwas glicyretynowy), uwzględnia pH skóry i zawiera bogatą ilość zmiękczających ekstraktów roślinnych, które sprawiają że skóra jest delikatna. Ryzyko alergii jest zminimalizowane dzięki formule wolnej od parabenów i lauretosiarczanów sodowych (SLES - Sodium Laureth Sulfate). Testowany dermatologicznie na skórze wrażliwej. 


Co myślę o tym produkcie? Jakiś czas go testowałam i muszę przyznać jest naprawdę delikatny, ma żelową konsystencję, jest lekko pieniący i nie szczypie w oczy. Jego zapach przypomina mi różnego rodzaju płyny czy chusteczki dla niemowląt (co sugeruje, że faktycznie nadaje się dla dzieci). Jest subtelny i wręcz przyjemny w odczuciu. Mój nosek bardzo polubił ten aromat. Co do samego odczucia po umyciu. Na pewno nawilża. Skóra po jego użyciu jest miękka i przyjemna w dotyku. Dla mnie w strefie T był za silnie nawilżający, ale na normalnej skórze policzków sprawdzał się bardzo ładnie. Również jak jego kolega z serii antytrądzikowej domywa pozostałości makijażu i zostawia skórę czystą i nawilżoną. 


Krem Lichtena przeznaczony do delikatnej, wrażliwej i skłonnej do podrażnień skóry:



Normalizuje skórę bardzo wrażliwą i zwiększa jej odporność na wpływ czynników podrażniających, zarówno egzogennych jak i endogennych. Skuteczność kremu wynika z jej ekskluzywnej formuły, która obejmuje: AR-GB11® - ekskluzywny i opatentowany naturalny antyoksydant, 18 Glycyrrhetic-Beta Active - wyciąg z lukrecji, Alantoinę - składnik zmiękczający Emolient i ochrona, Olejek rumiankowy i masło shea - składniki zmiękczające. NIE ZAWIERA ZWIĄZKÓW PARABENU. 

Stosowanie - we wszystkich przypadkach zaczerwienienia skóry, swędzenia lub podrażnienia, spowodowanych przez: 
- rumień kontaktowy
- rumień słoneczny
- kontaktowe zapalenie skóry
- oparzenia słoneczne
- rumień pieluszkowy
- zapalenie skóry wieku dziecięcego
- stres środowiskowy i pogodowy
- pot
- niewłaściwe i agresywne kosmetyki
- stany podrażnienia po goleniu
- stany podrażnienia po depilacji, peelingu, zabiegach laserowych lub upiększających


Cóż Wam powiem o samym kosmetyku. Na mojej mieszanej skórze tak jak już wspomniałam wcześniej, jedynym miejscem na którym testowałam produkt były policzki i... jest powiem Wam fajny. Policzki moje ładnie nawilżał. Krem ma dosyć gęstą konsystencję, wręcz zbliżoną do kremów póltłustych, która po nałożeniu jest widoczna - można powiedzieć skóra jest błyszcząca:





Nie wiem czy dobrze to widać na zdjęciu, ale po posmarowaniu nim dłoni miałam taką intensywna poświatę na skórze przez jakieś 15-20 minut zanim moja skóra wypiła ten kosmetyk. Poza policzkami stosowałam go również na skórki przy paznokciach i muszę przyznać rewelacyjnie je nawilżył oraz na stopy, które również są gładziutkie jak pupa niemowlęcia :) Niestety nie miałam jak przetestować go na skórze suchej, ale dla normalnej może być w wakacje za ciężki. Sam krem wygląda następująco:














Jest praktycznie bezzapachowy. Łatwo się go nakłada i wmasowuje w skórę twarzy bądź ciała. Co do leczenia podrażnień. I tu jak wspomniałam wcześniej, zdarzyła mi się mało przyjemna niespodzianka i sama nie wiem co się stało, ale na dzień dzisiejszy mam dwie teorie. Albo jakiś kosmetyk mnie podrażnił, albo solarium (chociaż uważałam jak zawsze i nie przesadziłam z czasem, nawet poszłam opalać się na łóżko ze słabszymi lampami żeby nie przesadzić) albo oba naraz. W każdym bądź razie miałam podrażnioną skórę wokół oczu... wyglądało to... jakby to ująć... jakby ktoś mi przywalił :/ I jakby tego było mało to jeszcze nieprzyjemnie piekło... załączam zdjęcie:


Wybaczcie, że tylko fragment, ale wstydzę się pokazać całej twarzy :)) (zdjęcie wykonane tuż po aplikacji kremu)

Wracając do tematu. Przypomniałam sobie, że przecież mam ten krem, a w ulotce było napisane, że łagodzi podrażnienia. Pobiegłam do łazienki i modląc się o ukojenie piekących oczu, posmarowałam nim skórę wokoło. Nie zadziałał co prawda jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale po jakichś 15 minutach zaczęłam czuć się o niebo lepiej. Skóra po godzinie całkowicie przestała mnie piec. Zaczerwienienie utrzymało się jeszcze jakiś czas, ale z tym już mogłam normalnie funkcjonować. 

Tak więc podsumowując pierwsza część:

ZALETY:
- kosmetyki nawilżają
- łagodzą podrażnienia
- mają przyjemny zapach
- żel domywa pozostałości makijażu
- są delikatne

WADO/ZALETA
- raczej do skory suchej, przesuszonej, podrażnionej tak jak zapewnia producent. Do innych typów cery się nie nadają, są zbyt ciężkie, chyba że będziecie mieli takie czerwone oko jak ja, wtedy krem jest doskonałym ratunkiem. 




Przejdźmy dalej :)

Mleczko w sprayu SPF 50 +:



Mleczko w sprayu o wyjątkowo delikatnej konsystencji, łatwe w aplikacji i szybko się wchłania. Gwarantuje zwiększoną ochronę dla skory dziecięcej, która jest szczególnie wrażliwa i delikatna. Unikatowa formuła ze zbilansowanym systemem filtrów przeciwsłonecznych , zapewnia optymalna ochronę przed rumieniem i poparzeniem słonecznym (spowodowanymi promieniowaniem UVB) oraz przed długotrwałym uszkodzeniem systemu immunologicznego (spowodowanym promieniowaniem UVA). Ponadto, dzięki utworzeniu jednolitej i odpornej na wodę warstwy ochronnej na skórze, może być zastosowane przed wejściem do wody. 

Już lubię ten kosmetyk! A wiecie dlaczego? Dlatego ponieważ zawiera nie tylko filtr przeciwsłoneczny UVB, ale też UVA :) Dlaczego o tym wspominam?  Nie będę się zbytnio rozpisywać na ten temat, żeby Was nie zanudzić. Powiem w skrócie. UVB jest promieniowaniem, które oddziałuje na nas gdy się np opalamy i większość filtrów w kremach chroni głownie przed tym promieniowaniem, żebyśmy się nie poparzyli na słońcu, ale nie chroni nas już przed promieniowaniem UVA, z którym stale mamy do czynienia, które na przestrzeni lat niszczy włókna kolagenowe w naszej skórze i przyspiesza m.in proces starzenia się skóry. Chociaż coraz większa ilość producentów już dodaje do kremów czy balsamów odpowiednie filtry, tak niestety warto zwracać na to uwagę.  Co do samego produktu. Posmarowałam się nim w bardzo słoneczny dzień i naprawdę poczułam, że jest to mocno ochronny kosmetyk... nie opaliłam się ani ciut ciut :P Konsystencja kosmetyku jest kremowa. Po nałożeniu na skórę łatwo się dzięki temu rozsmarowuje i wchłania, a po chwili daje uczucie nawilżenia i w ogóle go nie czuć... i cale szczęście... nie cierpię środków po których czuje się niczym lep, a niestety większość tzw sun blocer'ów ma taką właśnie konsystencję. Zapach sprayu jest delikatny i przyjemny, nawet taki powiedziałabym lekko kwiatowy (przynajmniej mnie się tak kojarzy). 




Podsumowując:

ZALETY:
- faktycznie jest to sun blocker
- lekka konsystencja
- przyjemny, delikatny zapach
- filtry UVA i UVB
- można stosować u dzieci
- nie klei się

WADY:
- w porównaniu do wielu innych kremów i innych środków SPF 50+... wad brak


Muszę przyznać, że naprawdę zaskoczyły mnie te produkty. Wcześniej w ogóle nie słyszałam o marce Lichtena, a tu niespodzianka. Kosmetyki są naprawdę przyjemne w stosowaniu, każdy na inne potrzeby skóry i ku mojemu zdziwieniu są naprawdę dobre, a co najważniejsze nic mnie nie uczuliło :D W tym momencie zaczęłam stosować serię antytrądzikową na dzień, a serią do skóry wrażliwej na noc (do mojej mieszanej cery jest co prawda za ciężka ale za to nocą działa jak dobra maseczka). Dawno nie byłam tak zaskoczona jakimiś produktami, poza pewną bazą pod cienie, którą wszyscy mi polecali, a ja po miesiącu wyrzuciłam ją do kosza... ale może kiedy indziej o tym napiszę :P Jeżeli ktoś z Was stosował te produkty, to dajcie znać. Chętnie poznam Waszą opinię. 

Całusy, M