Strony

19 listopada 2014

VITA LIBERATA || PIANKA SAMOOPALAJĄCA ORAZ RĘKAWICA - RECENZJA


Witajcie :) Mam dla Was kolejną recenzję :) Tym razem jest to nic innego jak samoopalacz, a dokładnie pianka samoopalająca, którą można nakładać specjalna rękawicą ułatwiającą nakładanie :) Ciekawi tego wynalazku? Też byłam ciekawa i zdradzę rąbka tajemnicy - usatysfakcjonowana :D


Na początek co nieco na temat firmy :)

Vita Liberata to marka irlandzka, która specjalizuję się w produktach samoopalających. Wszystkie preparaty zawierają certyfikowane składniki organiczne, bez parabenów, alkoholu i perfum. Są bezpieczne nawet przy bardzo wrażliwej skórze. Marka w tym momencie sprzedaję swoje produkty w 22 krajach na świecie. Wszystkie produkty zawierają specjalną technologię 3 dniowego nawilżania, dzięki czemu pielęgnują naszą skórę. W Polsce Vita Liberata jest dostępna na wyłączność w Sephorze. 
Vita Liberata dysponuje szeroką gamą produktów - od preparatów jednodniowych/zmywalnych, poprzez produkty utrzymujące się od 4-7 dni aż po piankę Phenomenal która jest najtrwalszym preparatem samoopalającym na świecie. Pianka po trzykrotnej aplikacji w ciągu doby (np/ rano/wieczorem/rano) utrzymuję się nawet do ok 2-3 tygodni. Produkt wysycha w momencie kontaktu ze skórą, więc można od razu się ubrać. Po aplikacji ok 8 h nie kąpiemy się. Preparat nadaje natychmiastowy efekt dlatego ułatwia to aplikację. Produkty nakładamy za pomocą specjalnej rękawicy na suche ciało. Dobrze jest wykonać wcześniej peeling. Piankę można aplikować raz i wtedy efekt utrzymuję się ok 4-7 dni. Phenomenal Mousse nie ma zapachu, jest niezwykle prosty w aplikacji i nadaje wspaniały naturalny efekt. Produkt ten uwielbiają gwiazdy m.in. Gwyneth Paltrow, Sophia Vegara, Rita Ora.

Zestaw, który testowałam to pianka pHenomenal oraz rękawica :

Kartonik:


A w środku zaskoczenie... pianka :) (tym razem obeszło się bez kota w worku)



Oraz rękawica:




Na początku jednak nie mogło obyć się bez gafy :/ Pierwszy raz posmarowałam się pianką tydzień przed Galą Fashion Makeup Awards 2014 i.... źle nałożyłam ją na dłonie co zaowocowało plamami... 




I teraz zdradzę Wam sposób na peeling, który mi wtedy pomógł uratować sytuację :

Sok z cytryny + soda oczyszczona - i tą mieszankę rozrobioną w szklance nakładamy na dłonie i trzemy :P

Ale może przejdźmy do tej przyjemniejszej części :) Postanowiłam odczekać, żeby cały samoopalacz mi 'zszedł' i zaaplikować go jeszcze raz. Teraz wiem, że gafa z dłońmi to była zdecydowanie moja wina (musiałam czegoś nie dopilnować, albo nie dokładnie umyć dłonie), ponieważ za drugim razem było już super :) 

Aplikacja:

1. Nakładamy piankę na rękawicę
2. Ściskamy rękawicę, żeby pianka była na większej powierzchni (tak jest w instrukcji :))
3. Pianka jest na większej powierzchni
4. Aplikujemy na skórę masując kolistymi ruchami, żeby dokładnie rozprowadzić produkt



Pianka już po nałożeniu na skórę barwi ją, dzięki czemu widzimy gdzie już wsmarowaliśmy produkt, a gdzie nie. To jest naprawdę pomocne jak jest się zmęczonym lub zakręconym w szczególności :)


Noga po lewej bez samoopalacza, noga po prawej z samoopalaczem :) Pianka daje nam kolor już po nałożeniu, ale to jeszcze nie jest efekt opalenizny. Ona tylko daje kolor... opalenizna jak zawsze wychodzi po kilku godzinach, więc najlepiej aplikować ją na noc, wtedy unikniemy kontaktu z np. wodą i nasza skóra będzie równomiernie opalona. Wracając do tematu barwienia. Ten zafarb od pianki zmywa się potem jak spółkujemy samoopalacz (bierzemy prysznic) i nasza opalenizna jest już widoczna i przez jakiś czas nietykalna :) Co to znaczy jakiś czas? Posmarowałam się nią dwa razy i jeszcze resztki samoopalacza miałam na sobie nakładając po 2 tygodniach ją po raz kolejny mimo że usilnie starałam się zmyć (robiłam peelingi itp i jeszcze gdzieś się to uchowało) . Naprawdę uparty środek i też przez to bardziej trwały :)




Konsystencja: Lekka, przyjemna, po prostu pianka. Szybko wchłania się w skórę i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Barwi skórę, ale nie zauważyłam żeby pozostawiała plamy na ubraniu czy pościeli.

Opakowanie: Butelka z pompką. Bardzo dobrze aplikuje się dzięki temu piankę na rękawicę. A rękawica... bardzo fajny wynalazek, który ułatwia aplikację. Nie mogłam się przyzwyczaić na początku, ale przy drugiej aplikacji produktu naprawdę zaczęło mi się to podobać :)

Wytrzymałość: Naprawdę ciężko było mi domyć plamy na rękach co świadczy o tym, że jest to trwały środek. Po pierwszej aplikacji spokojnie tydzień utrzymywała mi się na skórze. Przy drugiej aplikacji już jest tydzień i nie zapowiada się, żebym szybko się z tą opalenizną pożegnała. Jedyne miejsce w którym pianka nadmiernie się zmywa to pachy... i dłonie, czyli dwa miejsca mające najczęściej kontakt z wilgocią.

Efekt opalenizny: Lekki i przyznam... bardzo naturalny. Nie jestem po tej piance pomarańczowa, ale mocno, a zarazem subtelnie opalona (po dwóch aplikacjach), a odcień przypominana mój naturalny kolor opalenizny. Bardzo mi się to podoba.

Aplikacja: Piankę nakładamy na rękawicę, ściskamy, żeby rozprowadzić lepiej produkt, a następnie kolistymi ruchami dokładnie wsmarowujemy w skórę. Na stopy i dłonie nakładamy troszkę mniej produktu. Następnie zwilżona chusteczką przecieramy kolana, łokcie, dłonie i stopy (ja używałam chusteczek mokrych dla dzieci). Pamiętajcie żeby DOKŁADNIE umyć dłonie przed aplikacją pianki na nie, bo będziecie mieć plamy tak jak ja :P Za drugim razem wyszorowałam je dokładnie, nałożyłam piankę, następnie przetarłam chusteczką (głównie miejsca między palcami i spód dłoni) i wyglądało idealnie :) Zero plam :)

Zapach: Niestety nie jest całkiem bezzapachowa, ale też zapach nie jest tak intensywny. Lekko czuć efekt samoopalacza, ale na szczęście lekko :)

Wydajność: Nałożyłam piankę 4 razy na całe ciało poza twarzą i zużyłam niecałe pół butelki - tak 1/3.

Cena: Pianka pHenomenal - 175 zł, rękawica - 29 zł - całkiem sporo, ale lepszego środka jeszcze nie używałam, a swego czasu przebrnęłam przez różne samoopalacze..., które opalają albo za mało, albo za bardzo, albo jestem po nich czerwona, albo wyglądam jakbym miała żółtaczkę, szybko się zmywają i cuchną...

Do kupienia w drogeriach Sephora: http://www.sephora.pl/Vita-Liberata/BVITA

Podsumowanie - ja dla mnie bomba i daję temu produktowi ocenę 6/6 - ładnie i równo opala, nie plami (oczywiście jak dobrze nałożymy), ma lekki zapach (jak to samoopalacz), ale nie śmierdzi. Opalenizna ma ładny odcień (nie zbyt czerwony, bardziej złoty, ale nie żółty) i co najważniejsze produkt jest trwały i nie robi plam jak schodzi ze skóry. Jedyne co boli to cena, ale chcąc mieć jakość z reguły trzeba dużo zapłacić niestety... I nie ma w sobie parabenów :) Uważam, że jest to produkt wart swojej ceny :)


I w sumie to by było na tyle :) Chyba zacznę jej używać częściej bo spodobało mi się bycie muśniętą słońcem :D